Dopisuję [2] i ja słów kilka. Roboty mam moc; więc i do pisania czasu doprawdy nie staje.
Co do mego powrotu do Niepokalanowa, to wobec warunku postawionego przez biskupa, aby był też ksiądz dla prokury, nie ma co myśleć, bo wtedy musiałbym i braci ze sobą zabrać, bo im tu samym być nie pozwoli, gdyż tylko wolno nam tu siedzieć "quis procura" [3].
W środę ruszamy do Japonii; co tam Niepokalana przygotuje, nie wiem.
Z "Rycerzem" po chińsku bardzo ciężko. Wszystko jest, tylko brakuje pozwolenia; sprawdziło się to, co zdawało mi się w Niepokalanowie, że najwięcej trudności będzie od misjonarzy europejskich. Mają jednak podstawę, bo działalność podzielona jest terytorialnie [4]. "Orate".
Jutro opuszczamy bardzo gościnnych Bernardynów (bezpłatnie nas żywili; dziś chciałem płacić, lecz nic nie wzięli; niech im Niepokalana zapłaci) i idziemy na "swoje śmiecie", mieszkanie u archimandryty [5] na poddaszu, za łóżka posłużą deski podłogi, okno o czterch szybach itp., ale to wszystko miłe dla Niepokalanej
Br. MaksymilianPrzypisy
[1] Dane z listu br. Seweryna Dagisa. W 1930 była to akurat Wielkanoc, pierwszy dzień świąt.
[2] Dopisek do listu br. Seweryna Dagisa.
[3] ponieważ jest prokura
[4] Zob. Pisma OMK II, 225 przyp. 3.
[5] Archimandryta Mikołaj Alexejeff, który z cerkwi prawosławnej przeszedł na łono Kościoła katolickiego i prowadził misje wśród prawosławnych Rosjan mieszkających w Chinach - zob. RN 8 (1929) 345.



