Odp.: ms AN. Zob.: W krainę myśli 1952, 331-332.
Druk.: fragmenty w RN 9(1930) 244.
Minamiyamatemachi nr 11,
9 VI 1930
[PS] [1] Kilka słów. W Japonii - cześć Niepokalanej, sprawy ułożyły się względnie normalnie, ale jeszcze trudności moc, bo chociaż już pierwszy numer wyszedł, księża tłumaczą z łaciny na japoński, biskup zezwala na wydawanie i jest "Imprimatur", czcionki są, ale w skrzynkach na ziemi, gdyż nie potrafimy japońsko-chińskich różnorodnośoi rozsypać do kaszt. Mieszkanie wynajęte na 9 miesięcy. Jednak źródeł redakcyjnych brak dotkliwy. Poczta odmówiła wysłania ryczałtowo, a starania o ryczałt mają trwać 3 miesiące. Tymczasem zaś trzeba płacić 2 seny od numeru osobnego, to jest tyle, ile kosztuje numer, Zecera japońskiego nie mamy. Noża dotkliwie brak i spinaczki. Papier okrutnie drogi, a grosze się wyczerpały.
Tymczasem br. Sewerynowi nie chcą przedłużyć wygasającego paszportu.
Kończę więc filozoficzne egzaminy seminarzystów i gonię do Szanghaju a stamtąd, o ile wizę dostanę, przez Syberię do Polski, by na kapitule [2] zdać sprawę i koniecznie dostać może ze dwóch ojców do Nagasaki, a z jednego do Szanghaju: bez ojca bracia nie mogą normalnie pracować, zwłaszcza z braku znajomości języka miejscowego. Bardzo by było dobrze, by wszyscy tak bracia mający misjonarzować, jak i interniści [3], którzy kiedyś na misje pojadą, poduczyli się języka angielskiego. Bardzo on na całym Wschodzie rozpowszechniony.
Mało sam pisuję, bo roboty dużo, a czasu mniej.
br. Maksymilian M-a Kolbe


