Nagasaki, 12 XI 1930
Najprzewielebniejszy O[jcze] Prowincjale!
Nie czekając na odpowiedź na mój list z 25 X [1] bo nieprędko jeszcze taki szmat drogi przegoni, ślę ten list, bo... bo chociaż dziś już miesiąc upływa od telegramu o ''beneplacitum apostolicum" [2], to jeszcze dotychczas dokument tu nie doszedł i mimo deszczów jesiennych i wichrów chłodnych musimy po medytacji w naszej skromnej kapliczce domowej, piąć się pod górę codziennie, a nawet wspinać po 60 coś schodach do kościoła parafialnego ze Mszą św., a nasz ołtarzyk czeka na... beneplacitum, dokument. - Być może, że zanim ten list do Lwowa się dostanie już i "beneplacitum" tu będzie, ale piszę, co przeżywamy, no i moje płuca wolałyby może kryć się przed zmianami pogody.
Telegrafowałem, że grozi utrata placówki [3], a tego nie wyjaśniłem w ostatnim liście. Otóż, gdym się wybrał do Tokio, wyczułem, że stolica sobie nas nie życzy, albo może uważa za jakichś trochę awanturników, którzy bez pozwolenia Rzymu tu przybyli. I tak delegat apostolski [4] po prostu przyznał, że gdyby się jego zapytali o zdanie z Rzymu, dałby odpowiedź odmowną, a nawet pytał, co już mamy, z widocznym zamiarem zorientowania się, jak to łatwo nas będzie wysadzić. Po rozmowie jednak okazał się przychylny, tylko wyczuwałem, że jest pod wpływem arcybiskupa [5] (z tym się nie widziałem, bo wyjechał z Tokio) albo i innych, bo polecił mi być w pewnych miejscach i donieść mu potem, jakie odniosłem wrażenie. Jednym słowem, wyczułem tam prąd przeciwny i wtedy lepiej zrozumiałem zmiany w naszym biskupie [6], gdy z Tokio wracał.
Po głowie mi zaczyna chodzić - internat od wakacji. Niewielka to tu trudność. Na miejscu mamy dobrze postawioną szkołę prowadzoną przez Braci Marianistów [a], a do wynajęcia obok naszego stoją jeszcze aż 3 domy w jednym z naszym ogrodzeniu. Czy przygotowywać?
Co do nazwy mamy tu poważny kłopot, gdyż zastaliśmy w Japonii OO. Bernardynów, którzy tu nazywają się Franciszkanami, toteż ludzie nas z nimi mieszają. Nazywano nas w Anglii "Bracia Popielaci", we Francji "Cordeliers", w Austrii "Minoryci". Jak zrobić w Japonii? Może Bracia Mniejsi od Niepokalanej, jak św. Jan od Krzyża, św. Teresa od Dzieciątka Jezus, bo ta nazwa najbardziej może odpowiadałaby naszemu charakterowi pracy.
Poprosiłbym więc o łaskawe odpowiedzi na te kilka spraw.
Z prośbą o seraficzne błogosławieństwo dla "całej rodziny"
br. Maksymilian M-a KolbePS - Szczegóły posyła br. Mieczysław (oficjalnie) co 15 dni do Niepokalanowa, więc ich nie piszę, bo opowiadania byłoby bardzo dużo, a tu i roboty moc.
Przy pomocy Niepokalanej na listopad drukujemy 20.000, a na grudzień może 25.000, bo Japończycy bardzo chętnie "Rycerza" czytają.
"Tota Pulchra" [7]. "Litanii" i "Sancte Pater" [8] nie mówimy, bo mięsa nie używamy. - Dobrze tak?
O. Julian pisał o wiadomości świeże i fotografię do "Pochodni" [9], ale dotąd słaliśmy to "Rycerzowi" i chyba nie wypada inaczej.
Od spania do 10 godzin sam się uwalniam, gdy robota trzeszczy - bo o. Alfonsa tu nie ma. I to chyba dobrze?
Pisał o. Julian, że zapewne tu przyjadą chętni z Prowincji. - Doprawdy, że o ile nie są przejęci duchem Niepokalanej i świętego ubóstwa, to szkoda pieniędzy na bilet, gdyż więcej by tu mogli zepsuć jak dopomóc. Tak mnie się zdaje.
Przypisy
[1] Ostatni zachowany list do o. prowincjała K. Czupryka nosi datę 29 X 1930.
[2] Zob. Pisma OMK II, 254 przyp. 3.
[3] Telegram nie zachował się.
[4] Delegatem apostolskim na Japonię z siedzibą w Tokio był bp Mario Giardini.
[5] Arobp Jean Alexis Chambon z Paryskich Misji Zagranicznych, rządził archidiecezją tokijską 1927-1938.
[6] bp Yanuario Hayasaka z Nagasaki
[7] "Tota pulchra" - antyfona maryjna ku czci Niepokalanego Poczęcia NMP, praktykowana w zakonie św. Franciszka.
[8] "Salve, Sancte Pater" - antyfona ku czci św. Franciszka z Asyżu.
[9] "Pochodnia Seraficka" - miesięczniki organ III Zakonu franciszkańskiego w Polsce. Ukazywał się 1926-1950.



