Najprzewielebniejszy Ojcze Prowincjale!
Br. Damian przesiał mi dziś list, który załączam [1]. To, czego obawę wyraziłem w ostatnim liście, się spełnia: nie zda egzaminu. Wobec tego wszystkiego zdaje mi się, te nie ma nadziei, by mógł on tu skutecznie pracować, a i może gorętszy tutejszy klimat też mu bardziej głowę rozpala. Trzeba będzie więc chyba go odesłać z powrotem do Polski i to dopokąd nie nastaną silne gorąca* V takim razie poproszę o pieniądze na bilet dla niego do Polski. Gdyby zaś stan uległ pogorszeniu, to by i kto inny musiał go odwieźć, by w Bolszewii przez jaką nieroztropność gdzie go nie przymknęli, albo w ogóle czego złego nie było.
Co do braci, to jeszcze ze czterech bardzo by się przydało: do maszyny drukarskiej, do budowy, (kuchni, krawczarni, szewczarni), (a gdyby jeszcze i br. Efrem?). W razie odwożenia br. Damiana mógłby pojechać może br. Hilary, który czuje się niezdrowo: do lekarza chadzał, ale wciąż nie całkiem dobrze.
W ogóle, jak gdzieś czytałem, prawdą jest, że zbytnie gorąco w krajach misyjnych też zdrowie podkopuje, zwłaszcza gdy w tak ciężkich warunkach się pracuje jak u nas. Ponieważ na przykład nie mogliśmy się zdobyć na 68 jenów dla zainstalowania prądu elektrycznego do motoru, bracia kręcą ręcznie, ale dziś już br. Sewerynowi krew się pokazała (pewnoć z płuc).
Posłałem też dziś telegram do Niepokalanowa:
"Mugenzaisono [2] sprawione, ale bez groszy miesięcznych bardzo ciężko" [3]. Byleby tylko miesięczne kwoty (z początki było 300 dolarów, potem 500, a teraz 300), choćby 300 dolarów, ale stale i punktualnie przychodziło, to już sobie przy pomocy Niepokalanej poradzimy i z utrzymaniem i powolnym rozwojem placówki, ale gdy choć w jednym miesiącu zabraknie, zaraz powstaje dziura. Na maj nie przysłano zapewne dlatego, że wiele przysłano na kupno placu, ale te pieniądze poszły też na ten cel i ich nie ma.
Nastrój jednak pomiędzy nami nie jest bynajmniej melancholijny. Dla Niepokalanej wszystko czyni się i cierpi wesoło: przecież to misje. W Chinach misjonarze przezwyciężają dużo większe trudności. - Cześć Niepokalanej!
Był u nas znany działacz katolicki Lo Pa Hong i obiecał nam jakąś pomoc z Akcji Katolickiej chińskiej. Pragnie on, by "Rycerz" wychodził po chińsku. Czy można o tym pomyśleć? Oczywiście w granicach zwyczajnych kwot miesięcznych dla Japonii. Ułatwiłaby sprawę okoliczność, że poczta do Szanghaju jest też b[ardzo] tania i że już mamy czcionki chińskie, gdyż ich też używa się w języku japońskim.
Poproszę o odpowiedź w sprawie br. Damiana [4] i "Rycerza" chińskiego [5].
Z prośbą o serafickie błogosławieństwo
br. Maksymilian M-aPS - Po wakacjach prawdopodobnie (prawie pewnie) filozofii w Nagasaki nie będzie, bo klerycy pojadą do Seminarium tokijskiego.
PS - Dochód z Japonii i uboczne wpływy posłużą do rozwoju i inwestycjom pomogą.
Przypisy
[1] List br. Damiana Eberla nie zachował się.
[2] Nazwa oryginalna Niepokalanowa japońskiego brzmi Mugenzai no Sono, lecz wysyłając telegram OMK dla oszczędności wyraził się jednym słowem Mugenzaiaono.
[3] Telegram nie zachował się.
[4] Br. Damian Eberl wyjechał z misji do Polski 20 VIII 1931 i we września tegoż roku opuścił zakon.
[5] OMK nie zaniechał myśli wydawania chińskiego "Rycerza Niepokalanej", nawet po zwinięciu prokury w Szanghaju.



