Druk.: "Kronika Seraficka" 5(1931/32) 83-84.
Z radością wielką zauważyliśmy w "Kronice Serafickiej" [1] Kącik "Milicji Niepokalanej" i ciekawie zaglądali do każdego następnego numeru, co tam w Milicji nowego.
Wyobrażamy sobie, że wielu spośród rodaków zaciągnęli się pod sztandar Niepokalanej i radzi by usłyszeć, co Niepokalana przez Milicję swoją sprawia w pogańskiej Japonii.
Toteż kilka razy postanowiłem sobie coś skreślić i posłać, ale zawsze czasu brak. Dziś jednak może garstkę przynajmniej wieści prześlę.
Zapewne, Drodzy Współrycerze Niepokalanej, już wiecie, jak to roku zeszłego z wiosną "pękł" płot Niepokalanowa polskiego i pierwsza misja Niepokalanej udała się okrętem w 35-dniową podróż [2]; jak zwiedzaliśmy po drodze kraj Murzynów Somalisów w Afryce, byli na Cejlonie, w Indiach, w Singapurze, w Indochinach, w Sajgonie, w Annamie, w chińskim Hongkongu i Szanghaju, i jak potem dostaliśmy się na wyspy japońskie, do miasta Nagasaki [3].
Tutaj Niepokalana tak dziwnie sprawami pokierowała, że - mimo nieznajomości języka - w miesiącu Jej poświęconym, w maju, roku zeszłego wyszedł pierwszy numer Jej "Rycerza" w języku japońskim [4]. Dużo byłoby tu do opowiadania. Może kiedyś, jak się czasy nieco poprawią, przelecę Ocean Spokojny i przyjdę Wam to wszystko osobiście opowiedzieć, bo pisaniem to wypełniłbym kilka numerów "Kroniki".
Teraz ograniczę się do kilku tylko fakcików. Gdy piszę te słowa, dochodzą do moich uszu urywki ze słów brata Mieczysława, kleryka, który przygotowuje do chrztu (uczy katechizmu) pewnego poganina... "Tenshu Sama no" [b] (na przykład my)... "Kono megumi wa nani wo shimasuka"


