[rękopis]
$o Maryja!Najprzewielebniejszy Ojcze Prowincjale!
Pokrótce - z braku czasu - odpisuję na list z 26 II, w tych dniach otrzymany.
Cześć Niepokalanej, że o. Konstanty okazuje tak dobrego ducha.
Tu w seminarium już pochowali jednego z moich filozofów na tyfus, a drugi w szpitalu beznadziejny. Nas jednak Niepokalana oszczędza, choć roku zeszłego wielu pomarło w Nagasaki na tę zarazę. - Tylko bracia Japończycy trochę pokwękują, tj. br. Marian i br. Paweł, bo aspiranta eks-trapistę Mizoguchiego [1] wczoraj zwolniłem, bo przełożony Trapistów zapytany listownie odpisał, że ów Mizoguchi został wydalony z powodu niezachowywania milczenia i służby Bogu raczej dla oka. I u nas też ociągał się z posłuszeństwem.
Co do relacji braci profesorów, to dotąd nie wiedziałem o tym obowiązku i przy profesji br. Mieczysława też relacji nie składali, a także zdaje się, że w Niepokalanowie - zresztą nie pamiętam - też nacisk kładło się tylko na głosowanie ojców. Quid ad casum? [2] Czy może "sanationem" uzyskać w Rzymie? - Po prostu o dodatkowych obowiązujących konstytucjach o. Caratellego dotąd nic nie słyszałem [3]. - Dzięki Boga, że wreszcie jakoś ustawy nasze pozbierają i konstytucje sklecą [4]. - Ale co teraz zrobić, czy i br. Mieczysław ma powtórzyć? czy "sanacja"? Poczekam na odpowiedź N. O. Prowincjała. - Mam też niepokój co do ślubów w Niepokalanowie, ale tamtejsi lepiej pamiętają. O, gdyby to nie było "ad validitatem" [5]! Promulgacja tych konstytucji dodatkowych chyba niedostateczna, a to należy do ważności prawa, by obowiązywało?... - Kłopot [a].
[maszynopis]
PS - Już i 15 [III] się zrobił; więc jeszcze trochę dorzucam. Na wszelki wypadek gdyby co do br. Mieczysława stosował się ten sam kłopot co do relacji braci, zbierając relację nowicjacką uwzględniłem dziś i ten kłopot. Oczywiście nic nie mówiąc o tym br. Mieczysławowi, by nie pozostawić go w niepewności. Wszyscy uważają go za godnego ślubów (nie ma tylko br. Zenona, który wyjechał do Osaki i innych miejsc za papierem i maszyną do robienia czcionek). - Co zaś do nowicjusza br. Mariana są pewne zastrzeżenia, ale znać wysiłki by się poprawić. Pewien wpływ może też zostawił eks-br[at] Zygmunt, z którym br. Marian pracował długi czas w administracji; teraz też ujemnym czynnikiem był poniekąd nowy aspirant, a zarazem "weteran" w zakonności, Mizoguchi, bo przez dłuższy czas przebywał u Trapistów; ale zaraz się go pozbyłem, choć tak bardzo tu potrzebni pracownicy tubylcy. Usunięcie tego sprawiło zbawienne wrażenie na pozostałych. - Br. Paweł poczciwota jeszcze sporo wad (rzeczy drobne) posiada, ale chętnie przyjmuje upomnienia i zaraz się do nich stosuje, prosił nawet kiedyś, bym się z nim ostro obchodził: słowem pełen dobrej woli, jak jego Patron św. Paweł. - Reszta braci to prawdziwe szczere złoto, tak że żyjemy tu jak naprawdę w przedsionku nieba, po prostu aż może za dobrze nam tu. - Toteż nawet nie odczuwamy drobnych trudności. Tak np. - ...
... godz. 5; więc sprawozdanie... poczta... i... znowu cukierek, ale to słodki, aż łzy zwilżyły powieki i mimowolnie ugięły się kolana i twarz w gorącej podzięce Niepokalanej: pisze z Fryburga br. Marian [6], a pisze aż tak: "Proszę mną dowolnie rozporządzać - gdyż Niepokalana przyjęła mnie do Zakonu - i do Niepokalanej należę, a Najpirzew. O. Prowincjał przeznaczył mnie już do grona współpracowników "Rycerza"" - to dziecko więc pozostało tak samo Niepokalanej, a nawet bardziej jeszcze niż przedtem -cześć Niepokalanej. - Jak tu pisać o trudnościach?...
Ale niech będzie. Więc np.: pewnej nocy zbudziło mnie uporczywe ujadanie naszego poczciwego pieska. Zbliżyło się ono pod samo moje okno, a następnie słychać było z drugiej strony domu. Byłem zmęczony, więc nie chciało mi się wstawać i tylko nadsłuchiwałem, czy nie usłyszę czegoś z kaplicy, ale wszystko się uspokoiło. Rano przed samym moim oknem widniały wyciśnięte ślady stóp ludzkich (butów), a obok ślady rozdrapanej pazurami pieska ziemi, więc poczciwiec nie tylko ujadaniem pobudził mnie i braci, ale nawet skutecznie zmagał się z tym "kimś". W sam raz coś dzień przedtem mówiłem do braci, że nam pies jest niepotrzebny i myślałem jak się go pozbyć, ale po tym wypadku zmieniłem zdanie. Z powodu małej liczby braci czuwanie w nocy zbytnio by się odbiło na braciach i na pracy, więc nie czuwa nikt dotąd [7].
Albo, przy zamknięciu miesięcznych rachunków, doniósł: br. Grzegorz, kasjer tutejszy, że brakuje coś 24 jenów. Chciałem na początku postarać się o zamknięcia, ale zmieniłem zdanie i poleciłem mu nikomu o tym nic nie mówiąc sprawdzać kasę codziennie wieczorem. W pierwszym zaraz dniu stwierdził brak 3 jenów przeszło. Poleciłem przeto br. Grzegorzowi nakrycie pudełka utrzymywać trochę w sposób niezwyczajny i kilka razy na dzień rzutem nieznacznym oka sprawdzać czy nakrycie nie przeszło w stan normalny i w takim razie sprawdzać zaraz zawartość. Poza tym powiadomiłem o wypadku jeszcze braci kleryków i br. Mieczysław miał polecenie po obiedzie nie pójść wprost do kaplicy, lecz przed samą kaplicą skręcić na bok i nadsłuchiwać, czy kto nie skorzysta z nieobecności braci. W tym czasie był nieznany jeszcze aspirant i pewien poczciwy poganin przychodził dopomagać i przychodził też przedtem ochrzczony Antoni [8], który jednak potem przestał u. nas mieszkać. Mógł też i kto inny wchodzić przez drut kolczasty, bo od strony góry pustkowie a raczej gęsto porośnięta trzcina pozwalająca zbliżyć się niepostrzeżenie pod sam budynek. - Br. Mieczysław rzeczywiście usłyszał podejrzany szelest, potem otwieranie drzwi i spojrzawszy za chwilę przez okno ujrzał Antoniego otwierającego pudełko z pieniędzmi. Złodziej też się oglądnął i zrozumiawszy wszystko, natychmiast się ulotnił nic nie zabrawszy. Nie zrobiłem wcale z tego wypadku użytku policyjnego, tylko podałem do wiadomości wszystkich w Mugenzai no Sono, by w razie pojawienia się jego w obrąbie ogrodzenia wiedzieli z kim mają do czynienia. Żal go, bo poczciwa z gruntu dusza, ale ma - jak sam mówił - wielu złych kolegów, a nawet słyszałem, że ma to być jakaś zorganizowana szajka - Oby ją Niepokalanej pozyskać!
Takie i tym podobne drobiazgi trudno nazwać przeszkodami, bo i to na większą chwalę Niepokalanej się obróci.
Z rozpowszechnianiem "Rycerza" trochę zwolniliśmy w myśl Woli Niepokalanej wyrażonej w jednym z listów N. O. Prowincjała i by wedle możności robić, to zrobimy wiele. Czekamy więc na "posiłki" a tymczasem kupujemy maszynę do odlewania czcionek [9], bo okazało się, iż taniej wypadnie tu kupienie maszynki, niż tyle czcionek ile potrzeba. Obecnie wciąż musimy czcionki dokupywać. Maszyna tu tania. - O falcówce też marzymy, bo doprawdy umożliwiłaby wiele rozwój. Bracia podsuwają mi projekt, by ograniczyć przez rok kwoty miesięczne z Niepokalanowa do 200 dol[arów] i w ten sposób pokryć cenę falcówki. To zresztą sprawa Niepokalanej. Może, gdy to piszę, już falcówka w drodze? - Taka poprzez Azję odległość, że zanim nadąży odpowiedź w jakiej sprawie, już następne listy wywędrowują.
Przepraszam, żem się tak rozgadał - na starość. Dodam tylko, że kalendarz na rok bieżący mimo tak wielkiego opóźnienia drukujemy, by przecież pierwszym kalendarzem katolickim [c] w Japonii był Niepokalanej kalendarz [10].
Z prośbą o serafickie błogosławieństwo
[rękopis]
br. Maksymilian M-a KolbePS - Dziś 15 III mieliśmy tu - śnieg. Tego podobno nigdy nie było.
Przypisy
[1] Por. Pisma OMK, nr 349.
[2] Jak postąpić w tym wypadku?
[3] O. Lorenzo Caratelli był generałem zakonu w latach 1891-1904.
[4] Plan nowych konstytucji, dostosowanych do Kodeksu Prawa Kanonicznego, przedłożono kapitule generalnej w Rzymie w 1924 r. i powierzono specjalnej komisji do ostatecznego opracowania. Po aprobacie przez kapitułę generalną w Asyżu 1930 r., tekst konstytucji przedłożony Kongregacji dla Spraw Zakonnych zatwierdził papież Pius XI 14 VII 1932. Nowe konstytucje ogłosił 2 VIII 1932 generał zakonu o. Domenico M. Tavani jako obowiązujące. Zob. Comm. Ord. 29(1932)235-238.
[5] do ważności
[6] List p. Mariana Wójcika nie zachował się. Por. też Pisma OMK II, 357 przyp. 9.
[7] Por. art. OMK pt. "Ktoś" w "Kronice Serafickiej" vol. 5(1932) 303-304 - Pisma OMK VII, 1072.
[8] Por. Pisma OMK II, 342 i 347. - Yoshida nie był jednak zawodowym złodziejem - po tym wypadku później dobrze się prowadził (br. Henryk Borodziej).
[9] zob. Pisma OMK II, 357.
[10] Zob. Pisma OMK II, 329, 332 i 344.



